"Czy warto czekać na lepszy dzień ?"
Dzisiejszej nocy niebo było wyjątkowo piękne.Gwiazdy migotały przyjaźnie,a lekki wiaterek muskał moją twarz i rozwiewał włosy.Zaciągnęłam się mocniej papierosem obojętna na te uroki.Właśnie w takich chwilach miałam chęć po prostu skoczyć.Dach na którym siedziałam był wyjątkowo stromy,wystarczyła by tylko chwila nieuwagi...Koleiny raz przed oczami stanął mi obraz mamy.Lekko uśmiechnięta z drobnymi zmarszczkami i związanymi w koka lokami.Miała pięken błękitne oczy i jasne włosy.Czasem jak na nią patrzyłam wydawała mi się aniołem,
z tą różnicom,że one żyją wiecznie,a ona umarła.Zawsze przed snem śpiewała mi tą samą piosenkę.Nie była to jakaś denna kołysanka.Moja mama nie należała do tego typu kobiet.
Była wyjatkowa,inna,niepowtarzalna.
Jej melodyjny głos często roznosił się po domu,ten sam teskt,te same słowa:
When you try your best but you don't succeed
When you get what you want but not what you need
When you feel so tired but you can't sleep
Stuck in reverse
When the tears come streaming down your face
When you lose something you can't replace
When you love someone but it goes to waste
Could it be worse?
Lights will guide you home
and ignite your bones ...
When you get what you want but not what you need
When you feel so tired but you can't sleep
Stuck in reverse
When the tears come streaming down your face
When you lose something you can't replace
When you love someone but it goes to waste
Could it be worse?
Lights will guide you home
and ignite your bones ...
-And i will try to fix you.
Serce podeszło mi do gardła,gdy do mojego solowego popisu dołączył się osobnik o zielonych oczach i burzy loków.
-Spokojnie,ja nie gryzę.-Uśmiechnął się zawadiacko puszczając mi oczko.
-Może ty nie,ale ja tak.-Odrzekłam oschle zmierzając ku drabinie.
-Ciężki dzień co? Nie martw sie jutro będzie lepszy.-Dodał zachrypniętym głosem nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Czy warto czekać na lepszy dzień ?-Spytałam na odchodne kpiąco unosząc brew.
Loczek zostawił moje pytanie bez odpowiedzi.Wyjął za to z kieszeni spodni małą karteczkę i podał mi ją.
-Jeśli będziesz czegoś potrzebować,wystarczy,że zadzwonisz.
Odwrócił się do mnie tyłem wpatrując się w gwiazdziste niebo.
Korzystając z chwili nieuwagi towarzysza zmiełam papierek i strzeliłam mu nim prosto w łeb,po czym szybko opuściłam dach.
_________________________________________________________________
Siemson kochani ;3 Na wstępie chciałam powiedzieć,że w moim opowiadani będą używane różne cytaty itp. niektóre więc mogą być Wam wcześniej znane z jakichś tumblerów czy coś.
Dziękuję wszystkim,którzy przeczytali prolog i będą jeszcze odwiedzać mojego bloga.
Fajne *.* Czekam na pierwszy rozdział ^.^ ;* <3
OdpowiedzUsuńSuper! Już się nie mogę doczekać rozdziałów ^^
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie na nowy rozdział :)
http://loolopowiadaniao1d.blogspot.com/
Super się zaczyna ;)
OdpowiedzUsuńCzekam na pierwszy rozdział ;**
Zapraszam do mnie http://come-back-to-london-fanfiction.blogspot.com/